Małe życie (Hanya Yanagihara)

Tematem styczniowego spotkania ŚKK była głośna amerykańska powieść „Małe życie”. Spotkanie odbyło się 31 stycznia 2017 r. w przyjemnej wrocławskiej restauracji „Korba” przy ul. Św. Mikołaja.

„Małe życie” opowiada o życiu czwórki przyjaciół, którzy poznają się w college’u i towarzyszą sobie przez całe dorosłe życie. Każdy z nich osiąga sukces zawodowy: Malcolm jest cenionym architektem, Willem znanym aktorem, JB utalentowanym malarzem, a Jude niezwykle inteligentnym i skutecznym prawnikiem. Opowieść koncentruje się wokół Jude’a, osoby wyjątkowo skrytej, wrażliwej, często doświadczającej fizycznego bólu i nie w pełni sprawnej z powodu dawno odniesionej kontuzji.

Stopniowo, jakby zdejmując poszczególne warstwy opatrunku, odkrywamy tajemnice jakie skrywa główny bohater i jego ciało. W licznych wędrówkach retrospektywnych towarzyszymy mu w wydarzeniach, które wywarły fundamentalny wpływ na całe jego życie, na jego samoświadomość, samoocenę, dokonywane wybory, relacje. Obserwując jego reakcje na poszczególne zdarzenia, poznając jego przemyślenia, mamy możliwość współodczuwania z nim, możliwość współuczestnictwa w jego doświadczeniach, co w połączeniu z emocjonalnym oddziaływaniem lektury może być doznaniem bardzo dotkliwym.

Lektura przeprowadza nas przez rozważania o cierpieniu, zadawaniu i doznawaniu bólu fizycznego i psychicznego, stracie, przyjaźni, miłości (przyjaciół, kochanków, rodziców), rodzicielstwie, przywiązaniu, oddaniu, lojalności, seksualności, chorobie i jej towarzyszeniu, lęku, strachu, wstydzie, sprawności fizycznej, prywatności, intymności, przeszłości i jej władzy nad przyszłością. Stawia pytania o sens życia, cel życia, znaczenie i rolę seksu w relacjach międzyludzkich, istotę przyjaźni, istotę miłości.

Autorka porusza wiele tematów związanych z seksem, w tym te tak trudne, jak wykorzystywanie seksualne dzieci, stręczycielstwo, prostytucja, i w moim odczuciu wielką zaletą powieści jest właśnie sposób w jaki te tematy ujmuje. Opisując sytuacje intymne oszczędza czytelnikowi ich szczegółów, jakby nie naruszając godności osób w nich uczestniczących, nawet gdy są one godności właśnie w tych zdarzeniach pozbawiane, ale jednocześnie oddaje je tak sugestywnie, że nie pozostawia wątpliwości co do ich charakteru i znaczenia.

W powieści jest mnóstwo wątków zawierających kontekst homoseksualny, przez co Garth Greenwell z „The Atlantic” określił „Małe życie” jako powieść gejowską. Osobiście nie podzielam tego poglądu i w powieści dostrzegam raczej ukłon w kierunku ideologii gender. Związki homoseksualne stanowią tu rzeczywistość bardzo powszechną, jednak sama płeć i orientacja seksualna zdają się nie mieć większego znaczenia. Sam seks przedstawiony jest jako środek, język komunikacji niezależny od wartości i uczuć, czy wręcz jako potrzeba fizjologiczna. Seks jest tu środkiem wykorzystywanym przez jednostkę do zaspokojenia własnych upodobań i potrzeb w sposób dopuszczający użycie drugiego człowieka. Poprzez akt seksualny można zaspokoić swój popęd seksualny, można zaspokoić potrzeby partnera. Seks można też wykorzystać do upokorzenia, ukarania, zadania bólu drugiej osobie, zniszczenia drugiego człowieka. Seks można też uprawiać dla własnej przyjemności, nie przywiązując wagi do płci partnera. Można tworzyć poważne związki partnerskie, akceptujące możliwość uprawiania seksu z innymi osobami, gdzie wierność wyraża się raczej w dbałości, by te kontakty seksualne nie skutkowały przywiązaniem i uczuciem. Można tworzyć związki partnerskie w oderwaniu od orientacji seksualnej – raz można być w związku homoseksualnym, innym razem w heteroseksualnym. Jeden z bohaterów żyjący w związku jednopłciowym wprost zaprzecza byciu gejem, twierdząc, że nie żyje w związku z mężczyzną, ale w związku z konkretną osobą, a osobę nakłaniającą go do publicznego ujawnienia orientacji, tłumaczy dorastaniem przez nią w czasie kiedy polityka tożsamości była samą tożsamością człowieka*.

Jednak filary powieści nie stanowią związki partnerskie, ale przyjaźń.

W wywiadzie Michała Nogasia dla audycji „Z wyższej półki” pisarka miała powiedzieć , że „Małe życie” jest hołdem pewnemu stylowi życia, który wiodę ja, moi przyjaciele i coraz więcej ludzi wokół nas, zwłaszcza w wielkich miastach: nie jesteśmy samotni, choć nie mamy stałych partnerów, małżonków, ani dzieci. Mamy jednak przyjaciół, bardzo bliskich przyjaciół – jest to życie, można to tak określić, „trzeciego wyboru”: nie życie samemu i nie życie w intymnym związku z drugą osobą, lecz życie, w którym nade wszystko liczą się bliskie, wieloletnie przyjaźnie, o które dbasz na co dzień**. O ile jestem pełna podziwu dla postaw przyjaźni przedstawionych w powieści, to jednak osobiście nie odnalazłam w niej apoteozy stylu życia określonego jako życie „trzeciego wyboru”. I tu również znajduję zaletę powieści: opisywane zdarzenia i środowiska są relacjonowane bez wartościowania – ich ocena pozostawiana jest czytelnikowi.

W powieści urzekają opisy nawiązywanych przyjaźni. Przyjaźni szczególnej, głębokiej, pełnej oddania, troski i miłości. Przyjaźni, która poddaje w wątpliwość, że seks jest jedynym sposobem na wyrażenie głębszego poziomu uczuć*. Sama autorka mówi, że „Małe życie” to powieść o męskiej przyjaźni:  Męskiej przyjaźni – podkreślam to za każdym razem, bo sposób definiowania i wyrażania uczuć, wtym właśnie przyjaźni, u mężczyzn jest inny niż u kobiet. Podlega pewnym ograniczeniom, które są wynikiem społecznego kodu i naszej kultury. Natomiast ta powieść ukazuje świat męskich uczuć i emocji w całym ich zniuansowaniu.**

Dość powszechnym zarzutem stawianym książce przez osoby rozpoczynające lekturę jest narracja początkowo mało płynna, co niektórych  skutecznie zniechęca do niej, ale również powszechną jest opinia, że po około 150 stronach lektura zaczyna wciągać i porywa czytelnika. Miejscami stosowane są zdania bardzo złożone, przepełnione treścią, przez co wymagają szczególnego zaangażowania uwagi i niejednokrotnie bywają trudne do pełnego zrozumienia ich znaczenia bez ponownego odczytania teksu. Stosowany jest też zabieg braku zachowania chronologii zdarzeń (zdarzenia  przyszłości, przeszłości i teraźniejszości przeplatają się), co nie utrudnia śledzenia historii, ma natomiast ogromny wpływ na potęgowanie odbioru emocjonalnego.

Inny zarzut jaki można postawić powieści to brak osadzenia opisywanych wydarzeń w kontekście historycznym, przez co nie jest możliwe wskazanie w jakim czasie mają one miejsce, a i one same wydają się niemożliwe do zaistnienia w rzeczywistości w życiu jednego człowieka. Zestawiając opisywane doświadczenia jakim poddany był główny bohater z opisami towarzyszącemu im postępowi technicznemu i cywilizacyjnemu oraz z nielicznymi wzmiankami dotyczącymi postaci historycznych, trudno nie zwątpić w prawdopodobieństwo wystąpienia takiego przebiegu zdarzeń. Hanya Yanagihara w odpowiedzi na zarzut pozbawienia powieści realiów społecznych i politycznych mówi: Rezygnując z osadzenia fabuły w czasie historycznym przenosisz uwagę czytelnika na świat wewnętrzny bohaterów, na ich życie emocjonalne, które rządzi się własną dynamiką. Czytający nie powie już: być może na zachowanie czy postawę bohatera miało wpływ takie czy inne zdarzenie na świecie. Nie powie: przecież taki splot nieszczęść, jak w powieści „Małe życie”, po prostu nie mógł nastąpić w owym czasie, to zupełnie niemożliwe! Nie powie, bo tego nie wie, gdyż ma jedynie świat przedstawiony w powieści. Świat bohaterów staje się jego światem. I może wydać się ciasny, bo nie da się nigdzie uciec, nie ma nic poza nim. Daje jednak niebagatelną możliwość nawiązania z bohaterami bliskiego, niemal intymnego kontaktu, poznania ich najgłębszych, psychologicznych motywacji**. I to się faktycznie autorce udało.

Moją uwagę zwrócił również fakt, że w świecie „Małego życia” bohaterowie nie wyznają jakiejkolwiek religii. Yanagihara wyjaśnia: „Tak właśnie jest we współczesnym życiu. A z pewnością tak jest w miejscu, w którym żyję. Jedyny rodzaj religii, jaki wyznają, to religia jaźni, ich życia wewnętrznego. Religia oka. Religia tego, w jaki sposób odnosimy się do świata i do samych siebie”.***

Pozwolę sobie na przytoczenie fragmentów recenzji Ignacego Karpowicza, zawierające trafne w moim odczuciu spostrzeżenia, chociaż osobiście nie podzielam jego podziwu i oceny powieści jako literatury wybitnej: W świecie „Małego życia” dokonały się chyba wszystkie emancypacyjne procesy – do tego stopnia, że nie sposób nie odnieść wrażenia, iż świat zbudował się z rozlicznych mniejszości, trwających ramię w ramię, z solidarnością i w pełnym przekonaniu. Rasa (…) „stała się cechą coraz mniej definiującą”. Podobnie sprawa przedstawia się z orientacją seksualną czy płcią – nie ma ona większego znaczenia. Albo z narodowością (…). Nikt nie ma poglądów politycznych, za to estetyczne – owszem. Nikt nie wyznaje religii, choćby tak niedoskonałej jak psychoanaliza czy feminizm (…).Skoro powieściowe uniwersum jest tak aseptyczne, wywabione z rzeczywistości, to należałoby postawić pytanie, czy aby Yanagihara nie zaserwowała nam papierowej utopii? Otóż nie. Udało się jej opisać postemancypacyjny, „postludzki” świat, w którym liczy się jedna religia, nazwana przez autorkę „religią oka, jaźni” (…).

Co oznacza tytuł? Pojawia się on kilkakrotnie w rozmaitych kontekstach niepozwalających na wysnucie jednoznacznego sądu (…). Cytując Yanagiharę, która każe snuć Jude’owi matematyczne rozważania, tytuł oznacza mniej więcej to, że: „życie jest aksjomatem pustego zbioru. Zaczyna się od zera i kończy zerem” (…).

Uderzyło mnie, że nasz poppsychologiczny aksjomat, iż życie zawsze warte jest życia, zostaje tu przezwyciężony – samobójstwo nie musi być dowodem tchórzostwa, a życie nie musi być świętym obowiązkiem, któremu winniśmy bezwzględne posłuszeństwo (…)****. Ten świat „Małego życia” jednych zachwyci, innych zadziwi, może zszokuje, czy zasmuci – na pewno wywrze wrażenie i nie pozostawi obojętnym.

Niewątpliwie historia opowiedziana w „Małym życiu” głęboko porusza i wymusza zrewidowanie własnych poglądów, przekonań i wartości. Skłania do refleksji, do pochylenia się nad delikatnością, kruchością życia, nad jego sensem i wartością, do szukania odpowiedzi na pytanie jak pomóc komuś, kto nie chce pomocy, jak przywrócić radość życia komuś, kto nie chce żyć. Komuś, kto przy przedstawieniu własnej osoby wybrał utwór Friedricha Rűckerta „Jestem stracony dla świata” śpiewając: Nic to dla mnie nie znaczy / czy świat uzna mnie za zmarłego / Cóż mógłbym rzec, aby zadać temu kłam / Gdyż naprawdę nie jestem już częścią tego świata*.

Autor: Edyta Wojnar

* cytat z tekstu „Małe życie”

**cytat z artykułu Michała Nogasia o rozmowie z Hanyą  Yanagihara dla audycji radiowej „Z wyższej półki”: http://www.polskieradio.pl/9/874/Artykul/1614566,Hanya-Yanagihara-o-Malym-zyciu

***cytat z rozmowy Ignacego Karpowicza i Juliusza Kurkiewicza z autorką w „Książki. Magazyn do czytania” maj 2016 r.

****cytat z artykułu Ignacego Karpowicza w Gazecie Wyborczej: „Małe życie” Yanagihary przywraca wiarę w moc literatury: http://wyborcza.pl/1,75410,20046642,male-zycie-yanagihary-przywraca-wiare-w-moc-literatury-swiatowy.html

Miejsce spotkania: Korba kuchnia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.