Bezsenność w Tokio (Marcin Bruczkowski)

Japonia widziana oczami gajdzina.

Na jedenastym spotkaniu naszego klubu omawiałyśmy książkę Marcina Bruczkowskiego pt. „Bezsenność w Tokio”. Pozycję tę szczególnie polecała nam Karolina, która w poprzednie wakacje miała okazję jechać na urlop do Japonii będąc już po wyżej wspomnianej lekturze. Stwierdziłyśmy, że będzie to dobry wybór zwłaszcza, że podczas dziesiątego spotkania ŚKK dyskutowałyśmy o mrocznej wizji współczesnego świata przedstawionej w „Blackoucie”.

„Bezsenność w Tokio” traktuje o dziesięcioletnim pobycie autora w Tokio i jak się można domyślać nie jest to typowa powieść z wyraźnie nakreśloną fabułą. To powieść autobiograficzna zawierająca elementy poradnika podróżniczego. Wydana w 2004 roku jest jego pierwszą (chronologicznie patrząc) książką, w której przejawia się motyw pobytu za granicą. Pozostałe to: Zagubieni w Tokio, Singapur, czwarta rano, Radio Yokohama, Powrót niedoskonały. Napisaną potocznym językiem książkę łatwo się czyta, prosty język dodaje historii autentyczności, lecz momentami może razić.

Główną bohaterem jest oczywiście Marcin, czyli sam autor. Historię można wyraźnie podzielić na 3 główne części : 1) pobyt w Tokio Marcina-studenta. W czasach studenckich Marcin, gajdzin, prowadzi życie na luzie (postawa raczej wspólna dla studentów bez względu na narodowość czy kraj studiowania), udziela korepetycji z języka angielskiego, oswaja się z odmiennością azjatyckiego kraju, poznaje kulturę i zachowania tubylców. Za czasów studenckich mieszka w mikroskopijnym mieszkanku, poznaje Sean’a (swojego przyjaciela Irlandczyka, też gajdzina). 2) pobyt w Tokio oczami Marcina-salarymana, zadomowionego gajdzina, obytego już z kulturą japońską i wynajmującego bardziej luksusowe mieszkanie. 3) pobyt w Tokio oczami Marcina-biznesmena, doświadczonego już gajdzina, który zakłada swoją własną działalność związana z przemysłem informatycznym, kupuje nawet samochód, lecz po kilku nieudanych inwestycjach wraca do Polski. Mimo tego dość klarownego podziału, wątki poboczne są wprowadzane w chaotyczny sposób i czasem czytelnik może odnieść wrażenie jakby czytał bardziej notatki niż rozdziały. Jest kilka niedokończonych wątków, przez co można odczuć tzw. głód informacji, zwłaszcza, że historie są naprawdę ciekawe i chciało by się dowiedzieć jaki jest ich finał.

Słowem, które pojawia się chyba najczęściej na łamach powieści jest „gajdzin”. Dla nieobytych z kulturą japońską śpieszę wyjaśnić iż jest to: Gaijin (jap. 外人?) lub gaikokujin (jap. 外国人?) – japońskie słowo wieloznaczne najczęściej używane w znaczeniu „cudzoziemiec” (źródło: Wikipedia). Dla Japończyka gajdzin to oczywiście obcokrajowiec, ale też dziwak. Wszystko to, co gajdzińskie jest dziwne, obce i niezrozumiałe. Zabawne w książce są opisy sytuacji, w których tubylcy z przerażeniem reagują na obecność gajdzinów w miejscach przeznaczonych teoretycznie dla rodowitych Japończyków. Mogło by się wydawać, że męczą się ich towarzystwem, a także się ich boją.

Przed lekturą zastanawiałam się, czego dowiem się o Japonii. Nie byłam nigdy w Kraju Kwitnącej Wiśni, słyszałam jedynie z różnych źródeł, że jest to kraj rozmaitych dziwactw i niecodziennych dla nas obyczajów. Niezaprzeczalnie dla laika Japonia to kraj zieloną herbatą. Okazało się natomiast, że Japończycy owszem piją zdrową zieloną herbatę, ale znaczniej częściej sięgają po niezdrową coca-colę, bo tak się robi na „zachodzie”. Zaskoczyło mnie też to, że Japończycy boją się mówić po angielsku, a hotele kapsułowe owszem istnieją, ale są bardzo mało popularne. Może jest to spowodowane faktem, że Bruczkowski wrócił do Polski w 2001 r., czyli 15 lat temu i wtedy, za jego czasów (czyli w latach 90. XX wieku), wyglądało to wszystko inaczej niż przedstawiają współczesne media. „Bezsenność w Tokio” to kopalnia ciekawostek dla obecnych i przyszłych gajdzinów. Potraktowana z przymrużeniem oka może dostarczyć wielu cennych informacji na temat Japonii (np. O instytucji sponsy, jak zachować się w łaźni koedukacyjnej, gdzie szukać automatu z piwem, itp.) oraz czytelniczej rozrywki. Tytuł nie jest trudny do rozszyfrowania – chodzi tutaj o dosłowną bezsenność, której nabawił się Marcin na początku pobytu, lecz dzięki której mógł poznawać Tokio pod osłoną nocy, widząc często więcej niż za dnia.

Podsumowując, jest to fajna lektura dla miłośników kraju sushi oraz dla tych, którzy szukają lekkiego i zabawnego czytadła na wieczór. Niemal 400-stronicowa książka nie zastąpi co prawda pobytu w Japonii, ale na pewno dostarczy nam podstawowej wiedzy na temat tego egzotycznego kraju, a może nawet sprawi, że następny urlop zaplanujemy właśnie tam?

Autor: Aneta Gad

Miejsce spotkania: Sushi Corner

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.